Przed podróżą do Japonii (Tokio)

Szukacie informacji jak się przygotować i co zabrać ze sobą przed podróżą do Japonii, a w szczególności do Tokio?  Jeżeli tak, to dobrze się składa, bo niniejszy wpis traktuje o poradach przed tak dalekim wyjazdem. Jednak ostrzegam, że nie jestem typem doświadczonego podróżnika dlatego  nie chcę też tego wpisu określać mianem idealnego poradnika. Ot kilka wskazówek i osobistych spostrzeżeń.

W chwili pisania tej notki odbyłem cztery zagraniczne wycieczki i to zawsze z przyjacielem, który był o wiele lepiej przygotowany i doświadczony niż ja. Tym razem działałem sam i  zdaje się, że wynik końcowy nie jest taki zły. Przynajmniej będziecie mogli przeczytać o perypetiach podróżowania z perspektywy osoby, która nie zdążyła zwiedzić nawet większości Europy i dopiero zaczyna stawiać podróżnicze kroki. Ot taka historia dwudziestoparolatka, któremu daleko do podróżników tego świata. Przed samym wyjazdem przeczytałem kilka blogów i poradników, bo jednak Japonia to nie jest kraj oddalony o kilkaset kilometrów, a o kilka tysięcy (taka delikatna różnica 😉). A nie chciałem jechać tam kompletnie w ciemno. Zatem przedstawiam kilka linków, które pomogły mi w pewnych kwestiach przed podróżą do kraju kwitnącej wiśni:

Podane wyżej blogi/strony zawierają wiele informacji na temat przygotowania się przed wyjazdem do Japonii. W związku z tym nie będę po raz enty powtarzał tego co już istnieje w sieci, (bo po co komu kolejna kalka suchych faktów?) a po prostu opiszę swoją historię. Ewentualnie przeplotę kilka fundamentalnych wskazówek, jeżeli z jakiegoś powodu nie chcecie odwiedzić podanych linków. Zatem zaczynajmy!

1. Bilety lotnicze – lot marzeń?

Przed podróżą do Japonii - lot
Zaczynam się czuć coraz pewniej w przestworzach 😉

Oj w kwestii kupna biletów w okazyjnej cenie, zdecydowanie nie mam prawa uchodzić za jakiś autorytet! Za swoje bilety mocno przepłaciłem. Nawet nie przyznam się ile. Ale generalnie inni podróżnicy wspominają o kwotach w zakresie 1500 – 2500 zł. Przy takim budżecie na spokojnie można wypatrzeć okazję, aby polecieć w dwie strony. Istnieje też możliwość aby zmieścić się nawet i poniżej tysiąca, ale to już inna historia, o której nie powinienem się rozpisywać. Generalnie w związku z moim krótkim podróżniczym stażem nie wpoiłem sobie jeszcze nawyku sprawdzania cen biletów na kilka miesięcy przed wylotem i nie posiadam też linków do jakiś specjalnych stron internetowych z super ofertami. Korzystam raczej z bardzo popularnych źródeł np. Skyscanner, gdzie średnia cena za bilety jaką znalazłem oscylowała w okolicach 2,5 tysiąca złotych na wylot na początku kwietnia, gdzie ma miejsce przepiękne kwitnienie wiśni. Jak już zdążyłem wspomnieć zapłaciłem o wiele więcej, niż to wynika ze średniej ceny, ale duży wpływ na to miała moja prywatna sprawa. Mianowicie bilet miałem kupiony w jedną stronę (liczyłem na wymianę zagraniczną w ramach studiów na pół roku do Tokio) w liniach Air China. Lot był dobry. Samolot również. Przesiadka w Pekinie (4h czekania). Jedzenie także nie było złe. Jedynie mógłbym przyczepić się do poziomu angielskiego zarówno nagranych komunikatów jak i załogi. Ach i słuchawki na uszy były tragiczne, przepuszczały dźwięk z zewnątrz, a nie można było użyć własnych ze względu na inne wejście.

Przed podróżą do Japonii - lot AirChina
Podróż liniami Air China. Jedzenie, trasa i śpiący obok mnie sąsiad 😉 (btw bardzo sympatyczny, starszy pan)

Niestety, po kilku tygodniach od zakupu pierwszego biletu, okazało się, że muszę zakupić też drugi (na uniwersytet się dostałem, ale niestety uczelnia nie przyznawała w tym roku stypendiów więc nie mogłem pozwolić na wydatek ponad 20 tysięcy złotych na wyjazd z własnych środków). Tym razem wybrałem linię Emirates, bo chciałem wrócić w lepszych warunkach po bardzo intensywnym tygodniu zwiedzania Tokio. Wiem, wiem… Pomyślicie, że tylko sobie mogę zarzucać winę jeżeli chodzi o cenę lotu, wybierając takie ekskluzywne Emiraty. Jednak nie powiem, było warto, chociaż musiałem dopłacić prawie tysiąc złotych więcej niżeli miałbym lecieć z powrotem chińskimi liniami. Jednak nie spodziewałem się, że było warto aż tak bardzo. Warunki były naprawdę o niebo lepsze: więcej miejsca na nogi, skarpetki, opaska na oczy, super profesjonalna obsługa itd. Chociaż i tak nie mogłem odchylić fotela na tyle, żeby porządnie zasnąć. A mam duży problem żeby zasnąć na siedząco nawet pomimo mocnego zmęczenia. Cały ten przelot okazałby się po prostu przyjemny, ale że przy przesiadce w Dubaju dostałem z przyczyn technicznych bilet biznes klasą, to ten lot zaliczam do niezapomnianych. O kurczę, miałem więcej szczęścia niż powinienem. Powiem szczerze, leciałem 6 godzin do warszawy ale z chęcią poleciałbym i 12 taką klasą. Dlaczego? Chociażby dlatego, że w przedziale jest mniej ludzi, fotele mają opcję masażera i rozkładają się do pozycji łóżka. Macie do dyspozycji kartę dań, alkoholi i przekąsek. Materac do spania, duży ekran z dosyć sporą bazą najnowszych filmów no i słuchawki, z których da się korzystać. Był nawet Internet, ale tylko 10MB na okres 2 godzin (taaa tylko? Jestem zdziwiony, że w ogóle był dostępny dostęp do sieci). Przez myśl przeszedł mi pomysł, że może od czasu do czasu polecę sobie taką biznes klasą. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała taki zamiar gdy sprawdziłem cenę regularną takiego lotu – 12 tysięcy złotych! No to jednak nie polecę już w takim luksusie, bo raczej szczęście na takiego typu loty zostało porządnie wyczerpane.

Przed podróżą do Japonii - Emirates biznes klasa
Lot biznes klasą liniami Emirates. Och szkoda, że trwał „tylko” 6 godzin! Ot trafiło się ślepej kurze ziarnko 😉

2. Dojazd do Tokio oraz komunikacja – słowna i miejska

Przed podróżą do Japonii - Narita Keisei line
Lotnisko Narita i czekanie na pociąg linii Keisei do stacji Ueno.

Bardzo obawiałem się chwili w której po wylądowaniu będę musiał ogarnąć dojazd z lotniska Narita do Tokio. Istnieje sporo połączeń czy to autobusowych czy kolejowych; istnieje też opcja zamówienia helikoptera 😉 Z racji tego, że na to ostatnie nie było mnie stać, to wybrałem to co najbardziej preferuję czyli podróż pociągiem. Osobiście polecam Keisei Limited Express. Najtańsza opcja kosztowała mnie około 35 zł (1030 jenów), gdzie jedzie się trochę dłużej niż droższymi odpowiednikami. Przystankiem końcowym była stacja Ueno, która idealnie wpasowywała się w start mojej wycieczki (pierwsze dwie noce spędzone obok parku Ueno). Możliwa też jest przesiadka na jednej ze stacji pośredniej (Aoto) żeby dojechać jak najbliżej do głównej stacji Tokio. Bilet można kupić w automacie lub w biurze linii. Na lotnisku skorzystałem z tej drugiej opcji, chociaż dogadanie się czasami sprawia delikatne problemy. Automat według mnie jest w wielu przypadkach łatwiejszym rozwiązaniem. Urządzenia posiadają opcję języka angielskiego i są dosyć intuicyjne. Pamiętajcie tylko, żeby sprawdzać od jakiego środka transportu są, bo istnieją oddzielne na kolej podmiejską i na metro. Raz kupiłem nie ten bilet (w bramce mi go odrzuciło), ale poszedłem do biura w podziemiach metra i Pani mi go szybko wymieniła na pieniądze. Więc nawet jak się pomylicie nie ma problemu ze zwróceniem biletu (oczywiście nie wykorzystanego). Nie korzystałem z żadnych kart przedpłaconych typu Suica lub Pasmo. Nie chciałem bawić się potem w depozyty, ich wypłacanie itp. Chociaż troszkę żałuję bo jest to na pewno bardziej wygodne rozwiązanie i termin przydatności karty to aż 10 lat, więc dla tych co zamierzają raz jeszcze polecieć do Japonii zaopatrzenie się w taką kartę to dobre rozwiązanie.  Samo metro na początku może przytłaczać ale potem jak już człowiek się wdroży to korzystanie z niego staje się bardzo intuicyjne. Pociągi generalnie są czyste.  Jedynym minusem jest to, że kolejka jest często bardzo zatłoczona. Zwłaszcza ma to miejsce w godzinach szczytu! Dlatego, starałem się podróżować po lub przed godzinami kiedy ludzie idą do lub wracają z pracy. Pamiętajcie też o przestrzeganiu zasad poruszania się w podziemiach, gdzie często trzeba chodzić lewą stroną (na ziemi są umieszczane odpowiednie komunikaty). Także wypada, czekając na metro stanąć w odpowiedniej kolejce wzdłuż wyznaczonych linii. Z autobusów nie korzystałem w ogóle. Jedynie metro i kolej. Nie wspominam o nogach, które są najtańszym środkiem transportu ;). Przez tydzień zrobiłem około 110 km.

Przed podróżą do Japonii - Tokio metro
Pomimo tłoku, polubiłem ducha tokijskich kolejek. Te kolory i bardzo specyficzne reklamy robią swoje.
Przed podróżą do Japonii - automat z biletami
Biletomat. Nie pamiętam tylko czy ten był od metra czy od kolei.
Przed podróżą do Japonii - peron w Tokio
Tokijskie perony są bardzo czyste i intuicyjne, zresztą jak reszta miejsc związanych z komunikacją.

Jeżeli chodzi zaś o komunikację międzyludzką, to bywa z tym różnie. W miejscach turystycznych możemy mieć to szczęście, że się jakoś dogadamy. Jednak na ulicy jest dosyć ciężko, zwłaszcza, że jest to niemile widziane zaczepiać postronne osoby. Bardzo je wtedy stresujemy. Jednak gdy w chwili kryzysu zagadnąłem do jednego chłopaka, który w ogóle nie znał angielskiego, to i tak bardzo starał się pomóc w poszukiwaniu hotelu i poświecił na to jakieś 5-10 minut. Tam jest tak dużo budynków, uliczek i przejść że nawet rodowity mieszkaniec często tego nie ogarnia. Chociaż wyjątkowo ten hotel był nieźle „schowany”. Powracając zaś do znajomości angielskiego przez tego młodego człowieka, to byłem zdziwiony. Uważałem, że problem z komunikacją w innym języku ma starsze pokolenie, a tutaj niespodzianka: młodzi również. W przypadku dogadywania się z turystami nasz kraj wypada rewelacyjnie w porównaniu do mieszkańców Japonii. Idealnie odzwierciedla to wskaźnik  EF English Proficiency Index, który wykorzystuje strona http://www.ef.pl/epi/compare/regions/pl/jp/:

Przed podróżą do Japonii - Poziom języka angielskiego Polska Japonia
Źródło: http://www.ef.pl/epi/compare/regions/pl/jp/

Na zamieszczonej  porównawczej grafice w rankingu światowym na rok 2017 jesteśmy na 10 miejscu pośród 70 krajów (w roku 2013 byliśmy na 8). Japonia zaś dopiero na 35. Podsumowując, o wiele łatwiej jest gdy potrafimy rozmawiać po japońsku lub mamy japońskich znajomych. Bez tego momentami człowiek może poczuć się zagubiony.

Przed podróżą do Japonii - Sensoji, Asakusa
Widok na świątynię Sensoji. Nigdy bym nie trafił na ten wieżowiec, gdyby nie pomoc Chico – mojej japońskiej przyjaciółki.
Przed podróżą do Japonii - korzystanie z toalety
Tutaj zaś mamy przykład japońskiego, bezpośredniego do bólu, tłumaczenia co wolno robić a czego nie (nie mogłem się powstrzymać :P)

3. Aplikacje, które zainstalowałem przed podróżą do Japonii

Obecnie nie wyobrażam sobie podróżowania bez aplikacji. Fakt, że to trochę odbiera romantycznej nostalgii, gdzie kiedyś strudzony podróżnik musiał  być zdany na wysłużoną mapę i sprawną orientację w terenie. Dzięki czemu oprócz samej satysfakcji z dotarcia do celu, miało się poczucie wygranej na linii ja i niezbadany świat. Ale come on! Mamy XXI i dobrodziejstwa współczesnej nauki aż się proszą aby z nich skorzystać. Oczywiście moje podejście dotyczące nowych technologii jest bardzo niemiarodajne z tego względu, że siedzę w nich jako programista i się tym całym światem IT bardzo interesuję. Jednak staram się mieć z tyłu głowy lampkę, aby korzystać ze wszystkiego z umiarem, nawet a może zwłaszcza jeżeli chodzi o nowinki technologiczne. Bo istotne jest to aby one wspomagały nasze myślenie, a nie je zastępowały.
Na początku zdziwiłem się, bo nie mogłem, tak jak zazwyczaj, ściągnąć map offline Tokio z poziomu aplikacji Here lub Google Maps. Pomimo tego przed podróżą do Japonii uzbroiłem się raptem w osiem aplikacji.

  • Tokyo – aplikacja, która nieraz ocaliła mnie od zmarnowania kilkunastu minut na błądzeniu. Zawiera ona, może niezbyt dokładną, ale zawsze, mapę offline Tokio. Są tam również jakieś restauracje, najważniejsze muzea, obiekty turystyczne, oraz stacje.
  • Tokyosubway – aplikacja udostępniona przez samo metro tokijskie. Bardzo intuicyjna i działająca offline. Pokazane są stacje, ilość ich do przejechania, przesiadki oraz ile będzie nas to kosztowało. Super przydatna rzecz.
  • Przelicznik walut – aplikacja, która w łatwy i szybki sposób pozwalała mi na przeliczenie cen. Również działająca offline.
  • ISIC – aplikacja związana z moim ubezpieczaniem. Bardzo intuicyjna, zawiera również listę zniżek z których możemy skorzystać będąc w podróży.
  • Google maps – gdy miałem dostęp do Internetu, oczywiście korzystałem z tego rozwiązania gdyż w porównaniu z pierwszą aplikacją, mamy dostęp do większej ilości informacji.
  • Bing/Google translator – po ściągnięciu paczek offline (możliwa jest opcja pisania, ale niestety wymagane jest połączenie z Internetem jeżeli chcemy skorzystać z opcji dyktowania) aplikacje były gotowe do działania. Okazały się one bardzo pomocne np. obsługa w sklepie nie potrafiła mówić po angielsku, a ja potrzebowałem kupić specyficzną rzecz taką jaką był album ze zbiorem klasycznych, japońskich rysunków. Oczywiście nie tłumaczą one idealnie, ale sam kontekst zdania wystarczył abym otrzymał to co chciałem.
  • IPolak (ministerstwo spraw zagranicznych) – informacje dotyczące sytuacji w kraju do którego wyjeżdżamy. Można tam znaleźć między innymi informację o walucie, czy w danym okresie podróż jest bezpieczna, informacje zdrowotne, wytyczne dla kierowców na temat cła itp. Bardzo przydatna podczas samego planowania wyjazdu.
Przed podróżą do Japonii - aplikacje podróżnicze Tokio
Kolekcja aplikacji, bez których podróżowanie byłoby znacznie trudniejsze.

4. Ile gotówki wziąć ze sobą i gdzie ją wymienić

Przed podróżą do Japonii zastanawiałem się jak ogarnąć sprawę z funduszami. Na różnych blogach spotykałem się z dwoma wiodącymi propozycjami. Pierwszą z nich jest załatwienie w polskim kantorze pieniędzy i wtedy mamy ponoć najbardziej opłacalną opcję. Tylko, że nie za bardzo widziałem siebie chodzącego z całą ilością gotówki w portfelu (chociaż będąc na miejscu w Tokio człowiek czuje się bardzo bezpiecznie i chyba trzeba mieć wyjątkowego pecha aby zostać tam okradzionym). Drugą opcją, z której osobiście skorzystałem, była wymiana pieniędzy na miejscu. Jednak nie wybrałem kantoru, a bankomaty, których może nie jest tak dużo jak w Polsce, ale w sklepach i na pocztach nie ma problemu z ich dostępnością. Ja trochę przekombinowałem, bo posiadam dwie karty walutowe w internetowym kantorze (Alior Bank) w dolarach i w euro. W moim przypadku podzieliłem sobie środki na dwie karty po 1500zł (później na stronie zamieniłem złotówki na odpowiednie waluty). Na miejscu mogłem wtedy ominąć podwójne przewalutowanie, które często jest po chamskim kursie. Jednak jak już wspomniałem trochę się przeliczyłem, bo się okazało, że gdy skorzystałem z karty w euro to i tak nie ominąłem podwójnego przewalutowania. Dlaczego? Ponieważ z euro przewalutowało mi na dolary a potem z dolarów na jeny (nie wiem teraz czy to była wina źle wybranego bankomatu, czy w każdym bankomacie w Tokio miałbym taką samą sytuację),  i straciłem przez to kilkadziesiąt złotych. Ale już przy korzystaniu z karty dolarowej nie miałem tego problemu a przelicznik okazał się bardzo korzystny i porównywalny z wymianą pieniędzy w kantorze. Chociaż z pewnością zawsze można znaleźć lepiej, taniej, ale czy wygodniej? No i warto wspomnieć, że raz na miesiąc na każdej z kart miałem darmową wypłatę pieniędzy, więc wystarczyło wybrać całe 1500 zł na raz i obyło się bez dodatkowych kosztów. I tak jak już zdążyłem wspomnieć, takie podejście mogło mnie zgubić, ale czułem się tam tak bezpiecznie, że nie bałem się nosić takiej ilości pieniędzy przy sobie. Inną kwestią jest to, że w tym kraju rządzi gotówka. Bardzo rzadko widziałem terminale płatnicze. Z tego co czytałem, można takowe spotkać, ale raczej w popularnych restauracjach i miejscach. Ja nie miałem okazji z nich skorzystać. Częściej widziałem urządzenia do płatności kartą przedpłaconą Suica lub Pasmo. Prawdopodobnie fakt, że w kraju króluje gotówka, powszechna płatność kartą na poziomie Polski zawita tam w następnej dekadzie. Taki śmieszny dysonans, kraj bardzo wysoko rozwinięty technologicznie, a tutaj tradycyjne przywiązanie do fizycznego pieniądza. Momentami daje się to we znaki, ponieważ po kilku zakupach mamy w portfelu pokaźną ilość monet, które mają bardzo małą wartość i czasami ciężko się ich pozbyć. Dlatego zazwyczaj zamiast „grubych” pieniędzy dawałem garść monet i kasjer/ka (pewnie złorzecząc w myślach) brał/a bez problemu te pitaki (określenie drobnych w moich rodzinnych stronach).

Na cały pobyt miałem przeznaczone 3 tysiące złotych. Czy to dużo czy mało, nie mnie to oceniać. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że mógłbym zmieścić się i w 1000 zł, ale to by była bardzo ekonomiczna wycieczka, a nie poleciałem na drugi koniec świata żeby po prostu tam być niczego nie smakując i nie zwiedzając. Chociaż i tak nie wydałem planowanej kwoty (niestety nie miałem już wolnego miejsca w bagażu na pamiątki :P), bo na koniec zostało mi około 700 zł, więc podróż zamknęła się w 2300 zł. Na same noclegi poszło mi 700zł ale opis na ich temat znajdziecie niżej. Sporo pieniędzy wydałem na jedzenie, które jest tam przepyszne, ale o tym będzie w ogóle oddzielny wpis. No też sporo pochłonęły mnie pamiątki. Generalnie Tokio oprócz noclegów nie jest ultra drogie. Komunikacja (metro) jest znośna, jedzenie to często ceny warszawskie (nie byłem w żadnych ekskluzywnych restauracjach), atrakcje turystyczne też na kieszeń Polaka. Generalnie, w porównaniu z zachodem Europy wydawało mi się że mój portfel był bardzo zadowolony.

Przed podróżą do Japonii - jeny Yen
Japońskie $$$, czyli jeny (Yen). Ciężko było mi się przyzwyczaić do ich waluty.

5. Co wziąć ze sobą? Gdzie w takim mieście jak Tokio spać?

Na sam wyjazd raczej byłem standardowo przygotowany. Chociaż zmieściłem się w jednym plecaku i małej podróżnej walizce, to wystarczyło mi to na cały tydzień. Co do kosmetyków to oczywiście szampon, żel pod prysznic, szczoteczka, pasta do zębów, plastry, węgiel aktywny, wapń, tabletki przeciwbólowe, plastry na odciski, patyczki do uszu, sprej do butów. Dużo kabelków, przejściówek, Kindle (chociaż czas na czytanie miałem tylko w samolocie). Pomimo takiej pokaźnej kosmetyczki, oprócz spania w jednym miejscu nie musiałem korzystać z większości kosmetyków.

Przed podróżą do Japonii - kosmetyczka co wziąć
Zawartość mojej kosmetyczki. No nie powiem trochę tego było, ale to był wyjazd na drugi koniec świata!

Spałem generalnie w trzech miejscach. W dwóch hotelach kapsułkowych oraz w mieszkaniu w ramach couchsurfingu, ale na ten temat również pojawi się oddzielny wpis. Bo jest co opisywać 😉
Warto na pewno wziąć ze sobą mniej rzeczy, żeby potem mieć miejsce na pamiątki. Z tym miałem wielki problem i nie mogłem kupić, więcej mimo że chciałem i miałem na to fundusze.

6. Co warto przeczytać, przed lub po wyjeździe?

Przed podróżą zamierzałem przeczytać trzy książki:

  • „W Japonii czyli w domu”, Rebecca Otowa
  • „Dzienniki japońskie. Zapiski z roku królika i roku Konia”, Piotr Milewski
  • „Bezsenność w Tokio”, Marcin Bruczkowski

Udało mi się skończyć jedną, a druga na czas pisania tej notki jest przewertowana w połowie. Nie są to może poradniki, ale dzięki nim można się przynajmniej mentalnie przygotować na to na co nas czeka lub skonfrontować nasze przeżycia z tym co znajdziemy w danych pozycjach po przyjeździe. Generalnie powstanie oddzielny wpis, w którym zrecenzuję książki i przedstawię ich krótkie recenzje.

7. Reszta: ubezpieczenie, wiza, szczepienia.

Tutaj chyba nie będę zbyt odkrywczy. Na temat poszczególnych kwestii zostało wiele napisane. Jeżeli chodzi o wizę, to możemy spokojnie przylecieć na 90 dni bez żadnych zbędnych formalności. Na miejscu na lotnisku (również przed lądowaniem w samolocie) dostajemy blankiety do wypełnienia. Jeden dotyczy bagażu, a drugi pobytu. Po tym dostajemy pieczątkę w paszporcie i najwyżej możemy stać się obiektem wyrywkowej kontroli bagażu. Oczywiście coś takiego mnie nie ominęło. Miałem serię krótkich pytań co przewożę i ile. Jak przyznałem się, że wiozę jedną butelkę wódki to sympatyczna kobieta poprosiła mnie abym otworzył bagaż. Pokazałem owiniętą butelkę i tyle. Tylko się uśmiechnęła pod nosem jak zboczyła, że była to polska żubrówka, która jest dosyć rozpoznawalna w tym kraju.

Ubezpieczeniem w moim przypadku była opcja ISIC – cena około 200zł. O ile studiujecie, gorąco polecam, bo to bardzo dobra opcja. Samo ubezpieczenie jest ważne nie tylko na czas wyjazdu, a na cały okres ważności karty i nie ma tutaj znaczenia czy się ma na karku 26 lat czy też nie.

Jeżeli chodzi o szczepienia, ja nie robiłem żadnych. Samo Tokio jest tak sanitarnym miastem, że raczej nie trzeba specjalnie się przygotowywać. Należy jednak pamiętać, że sytuacja się zmienia gdy zamierzamy zwiedzać więcej niż same miasta. Jedynie mogę wspomnieć, że gdy starałem się na wymianę zagraniczną na studia to musiałem dać zaświadczenie ze nie jestem chory na gruźlicę.

Przed podróżą do Japonii - kwiaaty sakury, Tokio
Przepiękne, przecudowne drzewa kwitnącej wiśni. Takiego typu zdjęć mam chyba najwięcej. Postaram się w kolejnych wpisach umieścić ich więcej.

No i tak dochodzimy do końca tej przydługiej paplaniny. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłem wam realia przygotowań na tak daleki wyjazd. Czy zrobiłem to sposób profesjonalny czy też nie? Hmm, tego nie wiem, ale chętnie przeczytam wasze opinie w komentarzach na ten temat lub postaram odpowiedzieć na zadane pytania. Serdecznie zapraszam! 😊