Jak założyć bloga? Czyli mój pierwszy wpis.

nowy początek jak założyć bloga

Jak założyć bloga?

Dosyć sztampowe pytanie: Jak założyć bloga? – zdaje się, że jest to bardzo często wyszukiwana fraza przez internautów. Chociażby patrząc na poniższy wykres, przedstawiający trendy wyszukiwanej powyżej frazy, począwszy od 2004 roku.


Jeszcze kilka lat temu mógłbym spokojnie powiedzieć, że Polska blogami stoi zwłaszcza w latach 2011-2013 i że ten trend będzie spokojnie nabierał na sile, a przynajmniej się utrzymywał. Jednak od jakiegoś czasu daje się zauważyć delikatny przesyt. Podejrzewam, że mogą wpływać na to dwa czynniki.

  • Blogi, które miały powstać, już powstały i zapełniły poszczególne luki swoją tematyką oraz profesjonalnym podejściem.
  • Przeniesienie się środka ciężkości wyrażania siebie z bloga na rzecz vloga.

 

Ostatnimi czasy jest widoczny ogromny popyt na wszelakiej maści wideo. To jakiś viral, to streaming, to dailyvlog. A to tylko przykłady! Chociaż nadal jest więcej blogów niż kanałów na Youtube, ale to te drugie mają często takie zasięgi, o których blogerzy mogą tylko pomarzyć. I raczej nie zanosi się na zmianę tego stanu rzeczy. Dlaczego więc przy takim rozkładzie sił chcę nadal założyć bloga? Myślę, że głównym czynnikiem jest to, że nie czuję się dobrze przed kamerą no i raczej wolę przekazywać swoje chaotyczne myśli na papier, bo tutaj mogę przynajmniej je uporządkować.

W ogóle chciałbym się przyznać, że to nie pierwszy raz kiedy podchodzę do założenia bloga. Prawdę mówiąc „ten raz” będzie moim trzecim podejściem (Powiedzmy, że w myśl zasady – „do trzech razy sztuka”). Tylko tym razem będzie inaczej. Bez żadnego pędu, wzniosłych celów itp. Nie znajdziecie również tutaj gotowej recepty na bloga, który to będzie świetnie i łatwo prosperował i co lepiej – zarabiał pieniądze! Nie wiem czy takie remedium w ogóle istnieje. Dlaczego zresztą zaczynam od takiego, a nie innego wpisu? Bo już przez to przechodziłem. W moim przypadku witanie się lub opisywanie koncepcji bloga w ogóle się nie sprawdziło. Jednak może dzięki temu ktoś, kto natknie się na ten wpis z zamiarem stworzenia kolejnego miejsca w sieci, może znajdzie jakieś ciekawe wskazówki lub podzieli się swoimi, do czego bardzo zachęcam.

Życie to przecież ciągła nauka.

 

Dwa podejścia, ale czy porażki?

Chyba zbyt mocno, na siłę, próbowałem z poprzednimi blogami. Oczywiście wcześniej niczego nie śledziłem i nie podpatrywałem profesjonalistów ze świata blogosfery. Nie szukałem odpowiedzi na to jak i co uczynić aby stworzyć swój wirtualny pamiętnik, aby był poczytny i przyniósł sławę 😉 No bo myślałem: „Co może być w tym takiego trudnego?” A jednak może… Dlatego to porywany słomianym zapałem, to poczuciem znalezienia idealnej tematyki, tak miotałem się po tej sieci, a blogi jak szybko powstawały, tak też i upadały. I to nie z hukiem, a z cichym stoczeniem się w otchłań bezdennego Internetu.

Pierwszym moim podejściem była strona pod adresem krypru.pl (Słowo „krypru” jest prostym zlepkiem początkowych liter mojego imienia i nazwiska). Nie muszę chyba przypominać, że ten pomysł kompletnie nie wypalił? Chciałem spróbować swoich sił jako bloger technologiczny, co skończyło się już na starcie fiaskiem. Dlaczego? Z prostej przyczyny: nie wiedziałem na co się piszę! Dopiero z perspektywy czasu widzę, że zabrakło mi dwóch kluczowych elementów. Mianowicie: bycie specjalistą w konkretnej dziedzinie oraz posiadanie umiejętności przekazywania takiej wiedzy. U mnie tych umiejętności zabrakło, chociaż nad pierwszą cały czas pracuję (z pozytywnym skutkiem), ale z drugą chyba zawsze będę miał problem.

Drugi z kolei blog to jeszcze śmieszniejszy pomysł połączony z groteskowym działaniem. Wyszło na to, że hciałem spróbować swoich sił jako pisarz. Tak, ten człowiek, który zawsze z polskiego miał średnie oceny, a pisanie rozprawek i listów nie było takie proste. Co innego matematyka albo biologia, o informatyce nie wspominając! Ale zawsze mnie ciągnęło do tego, żeby pisać, wymyślać, tworzyć. Z różnym skutkiem, fakt, ale na błędy czasem można przymknąć oko. Liczy się treść. Po prostu pisanie od czasu do czasu sprawia mi czystą, niczym nieskrępowaną przyjemność. Swojego czasu pisałem nawet wiersze, których jednak nikt nie miał szansy przeczytać.

Powracając do meritum, nazwa mojej domeny brzmiała bardzo dumnie: mojapierwszaksiazka.pl. Zdawałoby się, że oryginalnie, że to sposób na sukces. Pragnąłem podzielić się moją przygodą w pisaniu książki. Faktycznie taka powstaje, ale w bólach tak ogromnych że kilka pierwszych stron było pisanych latami, a reszta siedzi w głowie i w najbliższej przyszłości nie ma zamiaru przelać się na papier. Tutaj z kolei zrobiłem ładne zdjęcia (poniżej jedno z nich), opisy, stronę na Facebooku.

tokidoki jak założyć bloga

Po prostu myślałem, że nie może to nie wypalić. Nawet przez pewien moment miałem pięciu czytelników! (w tym 3 znajomych, ale nie czepiajmy się hehe). Przy dwóch wpisach! No jazda na całego… Oczywiście rzeczywistość od razu sprowadziła mnie na ziemię. We znaki dał się brak pomysłów na kolejne wpisy no, bo co mógłbym pisać, oprócz tego, że chcę stworzyć książkę na miarę „Harrego Pottera”. W najlepszym scenariuszu ktoś skradłby mi pomysł na bestseller i byłby taki finał 😉 Jednak tak na serio, głównym problemem tutaj była nieśmiertelna regularność! Ta, która jest niezbędna przy pracy twórczej. Wiadomo jak się kończy historia, gdy jako kompana mamy tylko słomiany zapał? No właśnie. Oczywiście nie mogło być inaczej i przy próbie napisania trzeciego wpisu, również i tamtego bloga zamknąłem w cholerę. Dlatego pomyślałem wtedy, że to koniec, że nie nadaję się do tego, gdy tysiące innych blogów wypala, ale mój nie może.

I jak żyć?

 

Może więc czas posłuchać innych?

To, że w ogóle ten wpis jak i cały blog miał szansę powstać, jest w dużej mierze dziełem przypadku. Przeglądając ścianę twarzo-książki zetknąłem się z wpisem traktującym o tym, jak założyć bloga (http://neilpatel.com/how-to-start-a-blog/). Został on napisany przez Neila Patela, który jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi w sieci. Jego stronę odwiedza ponad 4 milionów użytkowników rocznie. Jak sam siebie określił na Linkedin: „I’m a digital marketer and analytics junkie”.

Człowiek ten pisze jak wystartować ze swoim blogiem, taki poradnik krok po kroku, jak szybko i bezboleśnie założyć bloga. Pierwszą rzeczą i to najważniejszą jest wybranie tematyki. Czy to będzie gotowanie czy podróżowanie, ważne abyście to kochali, a przynajmniej lubili robić. Inaczej nici z tego. Nawet nie musicie być specjalistami w danej dziedzinie. Ważne abyście w czasie jak blog dojrzewa, uczyli się i czerpali z tego przyjemność. Profesjonalność wtedy jest kwestią czasu. Tylko tutaj pojawia się problem, bo ilu ludzi interesuje się modą, a ilu fizyką kwantową? No właśnie. Ja według tego co przedstawił pan Patel, uplasowałem się ze swoim lajfstajlowym pomysłem na bloga, jakoś po środku. Najmniej popularną kategorią według tego co przedstawił jest ekonomia, a najbardziej (o dziwo!) muzyka. Gdzie dałbym rękę uciąć, że jest moda lub jedzenie, ewentualnie podróżowanie. No cóż nie miałbym teraz ręki. Jednak z drugiej strony, przy małej popularności tematu może jest się łatwiej wybić, ale już na starcie trzeba liczyć się z tym, że i będziemy mieli mniejsze grono odbiorców. Autor poleca nawet miksowanie różnych grup kategorii, które daje możliwość na znalezienie swojej niszy w której poczujecie się najlepiej.

Kolejną wskazówką jest nazwa domeny. Tutaj odsyłam do jego bloga. Najważniejsze aby była ona chwytliwa, krótka i oddawała idee tego co chcecie zrobić. Następnie sprawa hostowania oraz wyboru platformy blogowej (ja oczywiście polecam WordPressa za łatwość w obsłudze oraz funkcjonalność, chociaż z bezpieczeństwem jest różnie). No i o to w kilku prostych krokach mamy bloga! Nawet według pana Patela wystarczy tylko tyle.

Czy to nie proste?

 

No właśnie…

Sam nie do końca mam pewność czy tym razem się uda. Chociaż teraz jestem uzbrojony w życiowe doświadczenia i w luźniejsze podejście do tego wszystkiego. Uważam, że mam o wiele większe szanse niż wtedy, gdy próbowałem na siłę być tym, kim nie jestem. Moja recepta na sukces i pomyślne prowadzenie bloga będzie prosta. Nie postawię sobie jakiegoś konkretnego celu. W samym założeniu bloga będę pisał od czasu do czasu ( stąd nazwa mojej strony – tokidoki) aby nie mieć na sobie żadnej presji. Żadnych wyznaczonych, górnolotnych celów. Po prostu czasami mam silną chęć napisania czegoś i podzielenia się tymi myślami z innymi. Jak już zdążyłem wspomnieć, mam czerpać z tego przyjemność, a nie tworzyć sobie kolejny obowiązek. Będę pisał nieregularnie, ale przynajmniej prawdziwie, bez sztucznego, z tyłu głowy „muszę to napisać bo…” zamiast „mam chwilę czasu i chcę sobie napisać to i to..” Nie znajdziecie tutaj cyklicznych wpisów, zorientowanych na jeden temat. Raczej będzie to miejsce moich subiektywnych opinii (A czy opinia sama w sobie nie jest subiektywna?), luźnych przemyśleń i od czasu do czasu opisu podróży. No cóż trochę zajadę sztampą, ale czas pokaże.

No to do dzieła!